Jeśli ktoś uważał, że spadek do III ligi 14-krotnego mistrza Polski to najgorsze, co może mu się przytrafić – był w błędzie. Najgorsze stało się (a właściwie dzieje) już po trzeciej z rzędu degradacji. Długi, bojkot kibiców, strajk pracowników i piłkarzy to tylko część kłopotów, z jakimi boryka się Ruch Chorzów.

Po pożegnaniu ze szczeblem centralnym na Cichej wrzało. Kibice szybko zlokalizowali winnych sytuacji klubu i bez ceregieli, wymieniając z nazwiska, żądali dymisji. Rezygnacje rzeczywiście nastąpiły, ale sposób dobierania następców był daleki od oczekiwań fanów Niebieskich.

Po meczu Piast - BATE: Nie powinniśmy odpaść

Kandydatem środowiska kibicowskiego był Szymon Michałek, a na kilkanaście godzin przed spotkaniem akcjonariuszy klubu lokalne media podawały, że już tylko formalność dzieli go od przejęcia sterów w Ruchu. Okazało się jednak, że akcjonariusze nie porozumieli się z Michałkiem, a obie strony przedstawiały dwie różne wersje przebiegu zgromadzenia Rady Nadzorczej.

W tym samym czasie Ruch Chorzów podpisał umowę z Urzędem Miasta, że za promowanie Chorzowa może otrzymać 4 miliony złotych. Przy założeniu, że spełni szereg zawartych w kontrakcie zobowiązań, do których należą nie tylko występy w trzeciej grupie III ligi.

Już dwa dni później bojkot ogłosili kibice Niebieskich, niezadowoleni z osób zarządzających ich ukochanym klubem. Za długość trwania protestów przyjęto datę odwołania ludzi, którzy nie specjalnie podobają się fanatykom z Cichej.

Bojkot obejmuje brak finansowania zarządu Ruchu Chorzów poprzez kupowanie BILETÓW, KARNETÓW oraz oficjalnych GADŻETÓW sprzedawanych w Grzybku – możemy przeczytać na stronie Niebiescy.pl.

Pomimo zamieszania wokół klubu i konfliktu na linii kierownictwo-kibice, drużyna Ruchu Chorzów starała się przygotowywać do nowego sezonu pod okiem świeżo upieczonego trenera Niebieskich Łukasza Berety. Chorzowianie rozegrali mecz towarzyski z Rekordem Bielsko-Biała, uświetnili stulecie istnienia zapomnianego mistrza Szombierek Bytom i wzmacniali budowaną na zbliżające się rozgrywki kadrę, m. in. byłymi piłkarzami upadającego Rozwoju Katowice.

Pewnego pięknego dnia do szatni Ruchu dotarła informacja o strajku pracowników klubu, ludzi odpowiadających za pierwsze potrzeby drużyny: boiska, stroje, zaplecze. Zarząd klubu regulując zaległości w wynagrodzeniach zawodników, zapomniał o ludziach pracujących w cieniu. Niektórzy z nich nie widzieli przelewu z klubu od marca!

Przejęci ich sytuacją zawodnicy pierwszej drużyny postanowili solidaryzować się z nimi poprzez przyłączenie do strajku. Zamiast zaplanowanego treningu odbyli tylko krótkie spotkanie, choć większego wyboru nie mieli. Wszystko przez brak dostępu do pomieszczenia magazynującego sprzęt pierwszej drużyny. Zawodnicy i sztab szkoleniowcy do swoich obowiązków powrócą, kiedy odzyskają dostęp do zaplecza, czyli nolens volens kiedy strajk zakończą pracownicy klubu. Do inauguracji sezonu pozostały dwa tygodnie…

Gdyby tego było mało, portal Sportowe Fakty poinformował, że Ruch Chorzów przegrał w sądzie spór z byłym piłkarzem Santiago Villafane. Argentyńczyk w 2018 roku wyjechał pilnie za zgodą klubu do ojczyzny, gdzie o życie walczył jego syn. Niebiescy nie chcieli zapłacić mu trzech pensji za okres nieobecności, lecz prawomocny wyrok sądu nakazuje im spłatę 50 tysięcy złotych plus odsetki.

Źródła: Dziennik Zachodni, Niebiescy.pl, Sportowe Fakty, Sportdziennik.pl

 

UDOSTĘPNIJ