Kojarzycie serial „Sherlock”? Część z Was pewnie tak. Detektyw o wysokiej inteligencji rozwiązuje największe zagadki. Ktoś tak błyskotliwy przydałby się z pewnością w… naszej kadrze. Dokładniej na pozycji nr 10. Szkoda, że takiego geniusza po prostu nie ma.

Muszę Wam się do czegoś przyznać – w ostatnim czasie mam słabość do Netflixa. Nie żebym wcześniej jej nie miał, ale ostatnie dni są po prostu tak upalne, że staram się unikać wychodzenia z domu. W ten oto sposób zacząłem oglądać „Sherlocka”. Część się pewnie zdziwi, że „dopiero?!”. Obronię się jednak tym, że nie mam wiele czasu. Dla niewtajemniczonych szybki skrót – chodzi o genialnego detektywa, który z łatwością rozwiązuje najbardziej skomplikowane zagadki kryminalne. Serial gorąco polecam.

Dlaczego o tym piszę? A dlatego, że mam wrażenie, iż brak nam w kraju takiego piłkarskiego Sherlocka. Geniusza, który zachwycałby nas stworzeniem zagrożenia pod polem karnym rywala jednym, błyskotliwym podaniem. Ktoś zaraz rzuci nazwisko „Zieliński”. Zgoda, zawodnik Napoli ma te umiejętności, ale ciężko jest mu aktywować je grając dla kadry. Dlaczego? Możemy tylko gdybać. Najbardziej trafia do mnie argument o wsparciu w drugiej linii. Nie oszukujmy się – Krychowiak czy Mączyński nigdy nie będą Jorginho czy Allanem. Ci goście potrafią przechwycić piłkę zanim akcja rywali się rozpoczęła i zapewniali względny spokój z tyłu. Poza tym Allan pełni funkcję wsparcia dla Zielińskiego w ofensywie. Jest swego rodzaju jednoosobową formacją pośrednią między defensywnymi walorami Jorginho a ofensywnymi możliwościami Zielińskiego. Takiej postaci w polskiej kadrze nie ma. Dostrzegam też pewien brak pewności siebie u Zielińskiego podczas spotkań reprezentacji. Spójrzcie tylko jak często próbuje sam wykańczać akcje w klubie a jak często w biało-czerwonych barwach. Może jest to kwestia wskazówek szkoleniowców? W każdym razie moim zdaniem kadra na braku tych prób cierpi.

Kto poza nim? No właśnie tu zaczyna się problem. Głowiłem się bardzo długo nad tym kto mógłby być kandydatem na tą pozycję, ale nie ma. Po prostu nie ma. Można kombinować z Milikiem za plecami Lewandowskiego, ale umówmy się – napastnik Napoli jest lepszym strzelcem niż rozgrywającym. Kurzawa? To jest jakiś pomysł, ale przypomnę, że szukamy Sherlocka rozegrania. Geniusza. I choć można naprawdę wiele dobrego powiedzieć o tym (aktualnie bezrobotnym) zawodniku, to wciąż nie ten international level. Może przyszłość nam kogoś takiego przyniesie? Duże nadzieje wiążę z Szymańskim, jednak ciężko dziś przewidzieć jak się ta kariera potoczy. Jedno jest pewne – chłopak ma potencjał, by przynajmniej zrównać się poziomem z zawodnikiem Napoli.

Dziś jednak takiego Sherlocka nie ma. Życzę trenerowi Brzęczkowi odnalezienia kogoś takiego, choć nie widzę na to ogromnych szans. Sytuacja staje się zatem trudna, bo granie długich piłek, modląc się o to, by zgarnął je Lewandowski, niewiele da. Co na to poradzi nowy selekcjoner? Zobaczymy. Jak na razie chyba jednak musi oprzeć grę na skrzydła, bo geniusza możemy obserwować dziś tylko w serialu.

FOT.fot. kulturalnik.wordpress.com
UDOSTĘPNIJ
Avatar
Redaktor naczelny Radia Gol. Zakochany w żużlu, lubiący korfball, curling oraz whisky i kawę. Uwielbia ironię, sarkazm. Pisze także dla Przeglądu Sportowego, PoKredzie i Speedway Ekstraligi