Nie będę ukrywał, że jestem rozczarowany. Poziom sportowy półfinałów zszedł na drugi plan. Może nie stał on na wysokim poziomie, ale jednak wolę śledzić poczynania zawodników na torze niż pozatorowe przepychanki działaczy.

Nuda. Tak jednym słowem mogę opisać sportowe walory półfinałowych pojedynków Ekstraligi. Nie ukrywajmy – skład finału już znamy. Nie wierzę w to, że Włókniarz czy Sparta dokonają “remontady” na terenie rywala. Częstochowianie mają poobijanych liderów (Zagara i Lindgrena). Musiałby zdarzyć się cud, żeby ktoś dołączył do Madsena w dźwiganiu ciężaru liderowania drużynie. Ponadto pamiętajmy, że gorzowskie wyjazdy Włókniarza nigdy nie należały do najłatwiejszych. Jeśli chodzi o Spartę – tu nie trzeba martwić się urazami, a nierówną formą zawodników. Postawa Milika i Fricke’a to istne koło fortuny – mogą nagle dostać skrzydeł, ale równie dobrze mogą przegrywać z juniorami rywali. Kibiców Sparty czekają zatem niełatwe chwile. Zdecydowanie przydałoby się, by któryś z ich ulubieńców wskoczył na poziom Janowskiego lub Woffindena.

O wiele więcej działo się w kwestiach pozasportowych. Mam tu na myśli zwłaszcza mecz rozgrywany we Wrocławiu. Niestety świętych nie ma. Spartanie nie popisali się już przed meczem – wpuszczanie gości do parku maszyn jest zagraniem naprawdę niskich lotów. Nie wspomnę już o umieszczaniu deski rozdzielczej w studzience, choć tu ciężko mówić o winie klubu, a bardziej naszych, drogich, polskich majstrów. „Wszystko będzie jak trzeba kierowniku”, a potem wiadomo jak to się kończy…

Małostkowe jest dla mnie zachowanie Unii Leszno. Ja wiem, że w naszym kraju znakomicie sprzedają się teorie spiskowe, bo Polak – człowiek emocjonalny, więc racjonalizm rzadko do niego dociera. Jednak tworzenie teorii mówiącej, że Sparta na pewno w tygodniu trenowała starty na światło jest albo śmieszne albo żenujące. Nie wspominając już o tym, że działa negatywnie na wizerunek klubu czy też ligi. Ekstraliga zażądała wprawdzie wyjaśnień od wrocławian, ale podejrzewam, że sporą rolę odegrała tu chęć wyjaśnienia wszystkiego dla spokoju i czystej sytuacji. Nikt (poza Unią) nie traktuje chyba czegoś takiego na serio. Szkoda, że wzajemne zaufanie klubów, zawodników, mediów i działaczy z roku na rok leci na łeb na szyję.

Pozostaje mieć nadzieję, że wszystko wynagrodzi finał. Ten już za tydzień, najpewniej w Gorzowie. Stal w tym roku potrafiła toczyć zaciętą walkę z Unią, więc zacieram ręce. Oby wszystko rozegrało się w dobrej atmosferze i sportowej walce bez pozatorowych zagrań poniżej pasa. Półfinały lepiej przemilczmy.

Mateusz Dziopa 

FOT.fot. Róża Koźlikowska
UDOSTĘPNIJ
Redaktor naczelny Radia Gol. Zakochany w żużlu, lubiący korfball, curling oraz whisky i kawę. Uwielbia ironię, sarkazm. Pisze także dla Przeglądu Sportowego, PoKredzie i Speedway Ekstraligi