5 października – ostatni dzień okna transferowego. Młody skrzydłowy łączony jest z Manchesterem United. Barcelona potrzebuje miejsca dla Memphisa Depaya. Zwolnić je miał właśnie Dembele. Transakcja nie dochodzi do skutku. Holender zostaje w Lyonie, Francuz w Barcelonie. Memphis jest zdenerwowany takim przebiegiem sprawy. Liczył na transfer od początku okienka. Odmawiał Jean-Michelowi Aulasowi odnowienia kontraktu raz za razem. Barcelona, przez bardzo wysokie płace, nie mogła pozwolić sobie na ściągnięcie holenderskiego napastnika. Ale co z Ousmanem?

Każdy entuzjasta piłki nożnej wie, Dembele w Barcelonie jest transferowym niewypałem. Od momentu przyjścia do Blaugrany zwiedził więcej szpitali niż stadionów LaLiga. Kibice na Camp Nou są podzieleni. Jedni stoją przy pozostaniu Ousmane’a na Camp Nou. Wierzą, że Francuz będzie w stanie się jeszcze odbudować. Chcą tego. W stolicy Katalonii czekają na kogoś, kto swoją boiskową magią jest w stanie minąć kilku przeciwników, zagrać „na klepkę” z Messim i strzelić 15 bramek w sezonie. Gdyby Ousmane był zdrowy, mógłby takim piłkarzem być. Ale zdrowy nie jest.

Po drugiej stronie barykady stoją ludzie, którzy mają tego zawodnika serdecznie dość. Takiej postawie trudno się dziwić. Rozpoczyna czwarty sezon w zespole, a na boisko wybiegł w 52 meczach LaLiga na… 117 możliwych. Nie jest zaskoczeniem, że niektórym skończyła się cierpliwość i najchętniej sami spakowaliby rzeczy Dembele do walizki, odwieźli go na lotnisko i wysłali do jakiegokolwiek innego klubu.

Przytoczę to jeszcze raz: 52 mecze na 117 możliwych w LaLiga. Mniej niż połowa. Borussia Dortmund zrobiła interes życia (zresztą nie po raz pierwszy). Ponad 100 milionów euro za piłkarza ze szklanymi nogami. Co najlepsze, problem ten w Dortmundzie i w Rennes nie występował. Ousmane nie odnosił kontuzji „w każdym kontakcie z piłką”. W Barcelonie, kiedy wraca do gry, po każdym upadku na murawę, kibice drżą. Prędzej czy później dochodzi do kolejnego urazu. I tak od ponad 3 lat. Frustrujące, prawda?

Miał być w 100% gotowy na sezon 2020/2021. Nie ryzykowano jego zdrowiem w sierpniu, w turnieju finałowym Ligi Mistrzów. Od pierwszych kolejek miał stanowić o sile „nowej” Barcelony wraz z powracającym z wypożyczenia Phillipe Coutinho. Brazylijczyk w pierwszej jedenastce Blaugrany znalazł swoje miejsce jako typowa dziesiątka. Ta pozycja zdecydowanie mu leży. Ousmane ma kilka problemów. Pierwszy nazywa się Ansu Fati. 17-latek zagnieździł się na lewym skrzydle i nie ma zamiaru oddać tego miejsca Francuzowi. Drugi problem nazywa się Francisco Trincao. Regularnie wpuszczany przez Koemana Portugalczyk nie imponuje dotychczas formą, ale nadal w hierarchii zespołu jest wyżej. Trzeci nazywa się Pedri. Hiszpański młodziak kupiony z Las Palmas za 5 milionów euro również stawiany jest przez trenera wyżej niż „Dembouz”. Mimo że ani Pedri, ani Trincao nie zachwycają, to nadal są pierwsi w kolejce do gry. Dlaczego więc Ousmane nie wychodzi na boisko?

Ronald Koeman odpowiada za każdym razem dość wymijająco. „Taki jest futbol, raz ktoś gra, a raz nie.”, „Liczymy na Dembele w kontekście całego sezonu, będzie przydatnym zawodnikiem.” Tak mniej więcej brzmią wypowiedzi trenera Barcelony na ten temat.

8 października „Mundo Deportivo” podaje, że Ousmane Dembele nie jest w stanie dogadać się ze sztabem szkoleniowym, a Koeman nie będzie na niego liczył. Co robi Francuz? Ma objawy mądrego zachowania (co u niego nie jest regułą). Pomimo 4 dni wolnych od zajęć, przychodzi do Ciutat Esportiva (ośrodek treningowy klubu) i trenuje indywidualnie, by zyskać w oczach holenderskiego szkoleniowca. Takie zachowanie można pochwalić. Jedna z niewielu rzeczy, które skrzydłowemu Barçy wyszły podczas pobytu w Katalonii.

Krążą pogłoski, jakoby zainteresowanie zawodnikiem wykazywał Juventus, a sam Dembele był pozytywnie nastawiony na przeniesienie się do Włoch. Jeśli w aktualnej kampanii nie zobaczymy pełni formy Ousmane’a, to bardzo wiele wskazuje na to, że rozstanie się z klubem.

Dobra dyspozycja tego piłkarza przez więcej niż pięć meczów w bordowo-granatowej koszulce to jak na razie, marzenie ściętej głowy. Jako pasjonat młodych talentów (a prywatnie kibic Blaugrany) chciałbym go jeszcze zobaczyć cieszącego się grą i pokazującego, na co naprawdę go stać. Umiejętności, które drzemią w nogach Francuza, są ogromne. W Barcelonie miał momenty. Chociażby gol z Tottenhamem na Camp Nou dwa lata temu.

To był przebłysk geniuszu. Wtedy tliła się iskierka nadziei, że może być kimś. Że będzie w stanie wypełnić lukę po Neymarze, która ciągnie się za Barceloną już od kilku sezonów. Że będzie dopełniał Leo Messiego. Że pomoże Barçy w walce o tytuły. Nie udało się. Czy jeszcze może coś z tego wyjść? Owszem. Tylko potrzeba Ousmane’a zawziętego, chętnego do pracy i, co najważniejsze, zdrowego. Dziś wykonał mały krok. Liczę na to, że pojawią się kolejne. I, że wreszcie kibice Barcelony będą mogli być dumni z magii, jaką pokaże na boisku. Pozostaje czekać na dalszy rozwój wydarzeń.

 

Autor: Dawid Lampa – administrator strony „Futbol Okiem Młodzieży”

UDOSTĘPNIJ
Arkadiusz Bogucki
Miłośnik piłki, zwłaszcza tej we Włoskim wydaniu. Redaktor również na portalu SerieAPolonia.pl. Poza piłką nożną zafascynowany literaturą grozy, w szczególności twórczością Stephena Kinga oraz H.P. Lovercrafta.