Sceptycy mówili, że zaklina rzeczywistość i „psuje” sobie nazwisko. Co więksi entuzjaści oczyma wyobraźni wypatrywali z kolei formy na miarę US Open 2009. Można toczyć spory o to, która ze stron bardziej nie miała racji, ale najtrafniej sytuację oceniła chyba sama zainteresowana i to jeszcze zanim do gry o stawkę przystąpiła po raz pierwszy od ośmiu lat. “Z całą pewnością kiedyś byłam szybsza, miałam lepsze czucie kortu, sprawniej reagowałam, ale naprawdę czuję, że nadal potrafię grać” – powiedziała Kim Clijsters dziennikarce Sky News. Stęskniła się. Typowe. Życie na trybunach zazwyczaj mistrzów przerasta.

Kiedy Armand Duplantis pobił rekord świata w skoku o tyczce, Renaud Lavillenie powiedział, że był na to „przygotowany”. Najprawdopodobniej przyszło mu to nieco trudniej niż reszcie świata, ale jednak. Wszyscy, którzy ujrzeli „Mondo” w akcji wiedzieli, że właśnie on to zrobi. Nie sposób wyobrażać sobie, że Francuz mógł myśleć inaczej. Na pewno trochę go to jednak ukuło i szczera przyjaźń z młodym Szwedem nie ma tu nic do rzeczy.

To był przecież jego rekord. 6 metrów 16 centymetrów, sześć lat temu, w Doniecku. Tak, jak wtedy, tym razem także Lavillenie pokazał klasę właściwą zawodnikowi swojego formatu. Z promienna twarzą gratulował, wiwatował, zrobił sobie wspólne zdjęcie. Historyczny wyczyn został przysłonięty takim o centymetr lepszym – nietaktem byłoby tu mówić o pokonanych. Tydzień później Szwed zanotował jeszcze bardziej imponujący skok. Perfekcyjne 6,18 wykonane z rozbrajającą łatwością. Korona definitywnie strącona, ale na tym poziomie sportowej i ludzkiej dojrzałości temat niewątpliwie do przełknięcia. Na pewno łatwiej strawny niż zupełnie inny rodzaj słodko-gorzkiej bezsilności. Jak sądzę tej samej, która na kort kazała wrócić Kim. Pasja. Miłość. Uzależnienie. Obsesja. Wszystko to, dzięki czemu stają się niepokonani. I przez co później nie potrafią żyć normalnie.

Z “tenisowego odwyku” Clijsters wróciła już po raz trzeci. Tym razem nie tak spektakularnie, jak przed jedenastoma laty, gdy jako jedyna w historii wygrała Wielkiego Szlema zaczynając od „dzikiej karty”. Nowojorski cud sprzed lat, który nie zdarzyłby się gdyby nie ta, w gruncie rzeczy powszechna przypadłość. Tegoroczny pojedynek z Muguruzą był dla niej trudny, ale podczas konferencji prasowej z twarzy Belgijki nie znikał szeroki uśmiech. „W niektórych wymianach dominowałam – powiedziała 36-latka – (…) Idziemy we właściwym kierunku”. 

Są jak bumerangi. Wracają. Coś ich nieustannie ciągnie w miejsce, gdzie ziemia skwierczy od adrenaliny. Przez lata niepokonani na parkiecie, korcie albo murawie, ale wobec tej siły zupełnie bezbronni. W wywiadzie dla TVP Sport wprost opowiadała o tym Małgorzata Glinka. „Jeśli ktoś mi mówi, że po zakończeniu kariery ma się świetnie, to nie wierzę, że sport był jego prawdziwą miłością. Uważałam, że nie potrafię nic, poza grą w siatkówkę.”

Jedni męczą się z tą myślą dłużej, inni krócej. Niektórzy może nawet nieświadomie.  Lavillenie gaśnie w cieniu nieziemskiego Duplantisa, ale otwarcie przyznaje, że koniec kariery to perspektywa, z którą nie potrafi się jeszcze zmierzyć. Schlierenzauer skacze, choć błąka się na dnie stawki, a dni kiedy deklasował rywali z taką łatwością, że znudzony mógł w międzyczasie zajmować się modelingiem, ma daleko za sobą. Ronaldo doprowadził swój organizm do stanu, w którym  biologicznie zdaje się być o dekadę młodszy niż w rzeczywistości i możliwe, że nie „powiesi butów na kołku” aż do czterdziestki. Murray po operacji biodra ledwo chodził, ale myślał tylko o tym, by znów pojawić się na korcie.

Są fanatykami? Nie jestem pewna czy to właściwe określenie. Nie sądzę też, by robili to dla pieniędzy czy sławy, na brak których większość z nich na sportowej emeryturze nie narzeka. Walczą, katują się morderczymi treningami, wracają. A co najtrudniejsze ściskają dłonie tym, którzy po drodze ich przerastają. To od nich silniejsze – bez sportu nie mogą żyć, ale gdyby nie to, historia pewnie by ich nie zapamiętała.

foto źródło: www.flickr.com/photos/globalite/5414590383/

UDOSTĘPNIJ
Avatar
Redaktor Radia Gol zajmująca się głównie tematami związanymi z tenisem i siatkówką. Niereformowalna fanka Rogera Federera ze słabością do gorzkiej czekolady. Na co dzień studiuje prawo w Poznaniu. Od zakupów woli mecze siatkarskiej reprezentacji, a w wolnych chwilach myśli o smaku wimbledonowskich truskawek.