Manchester United kolejny rok z rzędu chce namieszać w czołówce angielskiej Premier League. Prawdopodobnie na chęciach i planach o podboju ligi się zakończy.

Kibice “Czerwonych Diabłów” kolejny rok z rzędu mogą czuć się oszukani. Mimo że to dopiero początek sezonu, to gra United nie napawa optymizmem, wręcz przeciwnie, wywołuje skrajne emocje. Za nami dwie pierwsze kolejki angielskiej Premier League, a Manchester United już zdążył zanotować porażkę i dużo nie zabrakło, a mieliby na swoim koncie tylko jeden punkt. Mają trzy, ale styl w jakim to osiągnęli woła o pomstę do nieba. Gdyby taki mecz przytrafił się z czołową drużyną ligi, to na pewno radość byłaby uzasadniona, ale wyszarpane zwycięstwo z Brighton to zdecydowanie nie jest powód do dumy. Kibice po raz wtóry uwierzyli w swój zespół, ale niestety nie zawsze wiara może być wystarczająca. Gdzie szukać problemów? Złośliwi powiedzą wszędzie i po części będą mieli rację. 

Transferowy zawrót głowy  

“Ryba psuje się od głowy” – wydawać by się mogło, że to stwierdzenie idealnie pasuje do sytuacji panującej w klubie z Old Trafford. Od wielu lat fani domagają się zmiany właścicieli, a także dyrektora wykonawczego Eda Woodwarda. Jednak kwestia narzekania na brak wydawania pieniędzy i przeprowadzania transferów to sprawa sporna. Od odejścia sir Alexa Fergusona właściciele United na tranferach stracili 900 milionów funtów. Stracili, bo większość z nich była nieudana. Nie jest łatwo stawać w obronie Glazerów (właściciele klubu), czy też wyżej wspomnianego Woodwarda, ale przyznać trzeba, że pieniędzy nie skąpili. Trudno się dziwić, że amerykańscy właściciele mają coraz mniej zaufania do kolejnych trenerów. W klubie bajeczne sumy zarabiali przecież chociażby Angel Di Maria czy Alexis Sanchez. Oprócz tego, trzeba dodać nieudane transfery Memphis Depaya oraz wypożyczenie Radamela Falcao. Przez ostatnie 7 lat w United tylko Ander Herrera spełnił pokładane nadzieję, reszta zawodników albo z klubu już odeszła albo gra poniżej oczekiwań. Długo trzeba było czekać, aby w klubie pojawili się rozsądne transfery. Dopiero Ole Gunnar Solskjaer przeprowadza transfery z głową i bez paniki. Wszystkie transfery aktualnego menedżera United można ocenić pozytywnie. W tym sezonie jednak sprawa ma się nieco inaczej i właśnie tutaj wielu uważa, że głównym winowajcą jest Ed Woodwarda. Do końca okienka tydzień, a w ekipie Czerwonych Diabłów” pojawił się tylko Donny Van de Beek. Przez całe lato ciągnie się saga z Jadonem Sancho, teraz na pierwszym planie jest Alex Telles, a jutro może to być kolejny piłkarz ze światowego topu. Media łączą United z wieloma piłkarzami, ale jak zapewnia Solskjaer, on interesuje się kilkoma i analizuje sytuację konkretnych zawodników. 
W całej tej dyskusji na temat właścicieli oraz Eda Woodwarda należy zauważyć, że pieniądze w klubie są, ale nie ma już “samowolki” w kwestii ich wydawania. Można odnieść wrażenie, że głównym winnym tegorocznego impasu na rynku transferowym jest Solskjaer, który twierdzi, że ciągle monitorowani są odpowiedni zawodnicy. Trudno jednak wierzyć do końca w takie deklaracje. Liverpool zakontraktował tryumfatora Ligi Mistrzów za śmieszne pieniądze. Taki zawodnik przydałby się w każdej drużynie i trudno wybaczyć Solskjaerowi, że prawdopodobnie nawet nie spróbował ściągnąć Hiszpana. Mówi się, że United ma 100 milionów na Jadona Sancho, ale niestety nie wiadomo czy Sancho to wymysł marketingowy Woodwarda czy plan Solskjaera, bo za te 100 milionów można było kupić 3 zawodników, którzy wzmocniliby skład oraz wprowadzili konkurencję, bo tej brak. Należy, więc podkreślić, że sytuacja z transferami to nie do końca wina zarządu, ale także samego menedżera. 

“Świętym Krowom” mówimy nie! 

Za czasów Fergusona była krótka piłka. Jeśli ktoś był w dobrej formie to grał, jeśli nie, siadał na ławce rezerwowych. Oczywiście nie zawsze ta zasada była przestrzegana, ale obecnie w United takiej zasady po prostu nie ma. Ole Gunnar Solskjaer mówi, że zawodnicy pierwszego składu muszą mieć się na baczności, ponieważ w każdym momencie mogą zasiąść na ławce. Problem w tym, że takich rotacji nie widać, to nawet jeśli OGS chciałby to zrobić to prawdopodobnie nie miałby kim zastąpić zawodników pierwszego składu. Rozpocząć można od samej pozycji bramkarza, gdzie David De Gea już od pewnego czasu ma zniżkę formę. Jasne, zdarzają się mu przebłyski i kapitalne interwencji, ale są moment kiedy Hiszpan zasługuje na odpoczynek. Nie wiadomo dlaczego, mając na ławce Sergio Romero Solskjaer zawsze wystawiał De Gee. Nawet w meczach, kiedy to według pewnej reguły miał grać Argentyńczyk (półfinał Pucharu Anglii z Chelsea). Hiszpanowi czasami przydałby się odpoczynek, jest profesjonalistą, więc jeden nie zagrany mecz nie powinien być dla niego problemem. Kolejna postać, która przy gorszej dyspozycji nie siada na ławce to oczywiście nikt inny jak Paul Pogba. Prawdopodobnie najbardziej “hejtowany” piłkarz United. Francuz nie spełnia pokładanych oczekiwań, a Solskjaer stawia na niego praktycznie zawsze. Pogba udowodnił już nie raz, że na miejsce w składzie zasługuje, ale po kilku złych występach należałoby postawić na kogoś innego. W formacji ofensywnej na miano “świętych krów” pracują ostatnimi czasy Anthony Martial oraz Marcus Rashford. Ten drugi popisał się ostatnio fantastyczną bramka przeciwko Brighton, ale to co pokazuje od czasu powrotu rozgrywek to jednak za mało. Francuski snajper z kolei miał piorunującą końcówkę poprzedniego sezonu. Co z tego, skoro w tym zapomniał jak strzelać, a czasem nawet wygląda jakby zapomniał co to piłka nożna. Przedłużenie wypożyczenia Odiona Ighalo miało dać więcej opcji trenerowi. Szkoda, że Norweg nie korzysta z takich możliwości. Trzeba jednak przyznać trochę racji Solskjaerowi, bo gdyby chciał zastąpić wszystkich zawodników z obniżką formy to niestety w pierwszym składzie ponownie widzielibyśmy Pereirę, Jonesa czy Lingarda, a tego kibice United z pewnością nie chcą widzieć. Tak, czy inaczej należy jednak zadbać o rotacje w pierwszej drużynie, bo niektórzy piłkarze mogą wyjść z założenia, że nieważne jak zagram i tak będę grał, a to wprowadzi “byle jakość” w grę drużyny.  

Brak konsekwencji  

Największą bolączka obecnego United jest nie wyciąganie wniosków. United potrafi pokonać Manchester City czy Chelsea, ale przegrywa mecze z Crystal Palace czy Burnley. Ten trend widoczny jest niemal przez cały okres prowadzenia drużyny przez Solskjaera. Mimo że gra się układa to ciągle brak ostatniego elementu, systematyczności. Zalążki regularnego wygrywania widzieliśmy na koniec poprzedniego sezonu. Niestety, początek tej kampanii znowu ukazują słabe strony drużyny Solskjaera. Porażka i minimalne zwycięstwo świadczy o złym póki co przygotowaniu kadry do nowego sezonu. Należy jednak pamiętać, że ten sezon jest inny, krótki okres przygotowawczy zdecydowanie wpłynie na niektóre drużyny. Jedną z nich może być Manchester United. Sam menedżer zapewnia, że jego podopieczni potrzebują ok. 2-3 tygodni, aby wrócić do pełnej dyspozycji. Co jak co, ale Norwegowi warto zaufać, tym bardziej, że zazwyczaj były napastnik wie co mówi.  

Taktyka? A komu to potrzebne? 

Oglądając mecze w wykonaniu “Czerwonych Diabłów” nie sposób nie zauważyć jednego, totalny brak pomysłu na grę. Wygląda to tak, jakby przed każdym meczem trenerzy liczyli na pojedyncze przejawy geniuszu swoich podopiecznych. Większość spotkań to niestety oglądanie topornej gry i nieudane budowanie akcji. Czy za taki stan rzeczy odpowiedzialny jest tylko Ole Gunnar Solskjaer? Nie do końca. Przecież to nie wina Solskjaera, że Martial nie potrafi wykorzystać kilku sytuacji w meczu. To nie jego wina, że Pogba nie jest chętny do tego, aby w meczu pobiegać. Jedno jest jednak pewne, Solskjaer to trener początkujący jeśli chodzi o futbol na tak wysokim poziomie, ale z czasem powinno być tylko lepiej. Poprzedni sezon pokazał, że jeśli drużyna złapie wiatr w żagle to może to wyglądać bardzo dobrze. Trzeba mieć nadzieję, że Solskjaer łapiąc doświadczenie wpoi w swoich zawodników to o czym wielokrotnie mówi, wpoi DNA Manchesteru United, a dobra gra przyjdzie z czasem. Oby nikt  u “góry” nie miał w planach tego czasu skracać Norwegowi. 

 

Jak widać, jest kilka powodów dlaczego Manchester United nie gra tak, jak oczekiwaliby tego kibice. Winnych należy upatrywać niestety wszędzie. W zawodnikach, którzy nie zawsze grają tak jak można by się tego było spodziewać, a czasem jakby bez chęci do gry. W trenerze, który wydaje się, że jeszcze nie do końca potrafi przekazać zawodnikom czego od nich wymaga. W zarządzie, który ma olbrzymie problemy z przeprowadzaniem transferów. Może jeszcze minąć wiele czasu, zanim “Czerwone Diabły” włączą się w realną walkę o najwyższe cele w Anglii oraz Europie. Fani muszą uzbroić się w cierpliwość, ponieważ United prędzej czy później wróci do wielkiej piłki. Nie bez powodu są dwudziestokrotnymi Mistrzami Anglii.

UDOSTĘPNIJ