Liga Mistrzów & Liga Europy: Ostatnia prosta do finału [ANALIZA]

0

Końcówka kwietnia to początek walki najlepszych drużyn o finały europejskich pucharów w sezonie 2015/16. Do rozegrania zostało tylko i aż dwa mecze. Droga do Mediolanu i Bazylei jest krótka, ale także wyboista. Ocena szans na awans do finału na tym etapie może być mocno złudna. Kogo zobaczymy w ostatnim meczu o puchar?

LIGA MISTRZÓW:

Manchester City – Real Madryt
Obie drużyny spotkały się w fazie grupowej LM w sezonie 2012/13. Wtedy w Madrycie Real wygrał 3:2, natomiast w Manchesterze padł remis 1:1. Angielska drużyna zaszła pierwszy raz tak daleko w europejskich pucharach od kiedy jest finansowana petrodolarami. W ćwierćfinale okazali się lepsi od lekko faworyzowanego PSG. W pierwszym spotkaniu w Paryżu po świetnym spotkaniu padł remis. W rewanżu po dość nudnym meczu udało się pokonać skromnie Paryżan. The Citizens mieli lekki kryzys przed 1/4 LM, ale awans do półfinału jest najlepszym dowodem powrotu na właściwe tory. W rozgrywkach ligowych muszą zachowywać cały czas koncentracje i bronić trzeciej lokaty. Za plecami blisko jest Arsenal, a tylko 4 oczka przed nimi Tottenham. W tym roku Man City nie ma już szans na mistrzostwo. W Lidze Mistrzów zawsze w fazie pucharowej mieli sporo problemów z hiszpańskimi drużynami. Faworytem nie będą, ale na tym etapie nikt nie będzie składać broni. Kibice angielskiej drużyny liczą wreszcie na to, że Sergio Aguero zagra bardzo dobre spotkanie przeciwko renomowanemu rywalowi. Hiszpanie, oprócz na Argentyńczyka, będą musieli uważać na Kevina De Bruyne’a. Belg już w pierwszym sezonie świetnie wkomponował się w drużynę i dzięki jego bramce Manchester gra w półfinale. Ważne będzie dla nich pierwsze spotkanie na własnym boisku, gdzie zazwyczaj wygrywają. W LM przegrali tylko jeden mecz u siebie z Juventusem, resztę wygrali. Dobrą informacją dla Realu jest to, że niestety w ostatnim czasie w ważnych spotkaniach mają nawet u siebie problemy (poza meczem z PSG). Ostatni rywale z czołówki Premier League wyjeżdżali z Etihad z kompletem punktów (Leicester, Tottenham, Man Utd). W pierwszym meczu półfinałowym Manuel Pellegrini nie będzie mógł skorzystać z usług tylko Aleksandara Kolarova. Lewy obrońca będzie pauzować za kartki. (Aktualizacja: od półfinałów karki są zerowane)

Jeżeli Królewscy chcą wygrać nie mogą zlekceważyć przeciwnika jak miało to miejsce w Wolfsburgu. Lekkie podejście do takiego rywala sprawi, że w rewanżu u siebie może zabraknąć czasu do awansu. W ćwierćfinale Realowi problemów narobił Wicemistrz Niemiec. Na szczęście sprawy awansu w swoje ręce (a raczej nogi) wziął Cristiano Ronaldo, który szybko pokazał miejsce w szeregu Wolfsburgowi. Podobnie jak City, Królewscy w lidze muszą grać na całego. Cały czas liczą się w walce o wygranie La Ligi. Jednocześnie bardzo ważne dla nich jest zwycięstwo w Lidze Mistrzów i sięgnięcie po 11 puchar. Hiszpańscy kibice nie wyobrażają sobie innego scenariusza niż obecność Realu w finale w Mediolanie. Największym koszmarem na ten moment jest niewiadoma w postaci Ronaldo. Portugalczyk złapał kontuzję w spotkaniu ligowych z Villarreal. W sobotę oglądał kolegów w telewizji i nie mógł być zadowolony z tego co zobaczył. Królewscy bez swojego asa męczyli się długo z Rayo Vallecano szybko tracąc dwa gole. Ronaldo w ostatnim czasie jest w bardzo dobrej dyspozycji, więc nawet jeśli uraz Portugalczyka do końca nie będzie zaleczony to i tak zobaczymy go na boisku w Manchesterze. Wręcz niemożliwe jest żeby Ronaldo przegapił tak ważny mecz dla Realu. Najgroźniejszą bronią Hiszpanów jest trio atakujących BBC. Jednocześnie kibice Królewskich będą modlić się o umieszczenie na ławce Danilo. Oby Zinedine Zidane wreszcie zauważył, że prawy obrońca Realu jest w tragicznej formie. W jego sektorze straszne spustoszenie siał Julian Draxler, a w ostatnim meczu ligowym Bebe. Co dopiero by było jakby musiał zmierzyć się z Davidem Silvą lub De Bruynem?

Szanse na awans do finału: 40% – 60%

Atletico Madryt – Bayern Monachium
Bardzo ciekawa rywalizacja. Przed losowaniem par półfinałowych nikt nie chciał trafić na Atletico. W dalekiej przeszłości już spotykały się obie drużyny ze sobą, ale w ostatnich latach „omijały się” w europejskich pucharach. Atletico dokonało wręcz niemożliwego. Patrząc na przebieg całego sezonu wszyscy obstawiali na Barcelonę jako pierwszą drużynę, która obroni puchar Ligi Mistrzów. Akurat Duma Katalonii w okresie dwumeczu z Atletico złapała kryzys i pożegnała się z marzeniami. Trzeba bardzo pochwalić Rojiblancos. Zagrali kapitalny dwumecz i kto wie jakby się to skończyło, jeżeli sędzia w pierwszym spotkaniu nie wyrzucił z boiska Fernando Torresa. W La Liga Atletico ma tyle samo punktów co lider Barcelona, jednak ma znacznie gorszy bilans bramkowy. Diego Simeone był już ze swoimi podopiecznymi w podobnej sytuacji przed dwoma laty, gdy walczył o mistrzostwo Hiszpanii i wygraną w Lidze Mistrzów. Wtedy w finale przeciwko Realowi brakło niewiele do końcowego sukcesu, a wymęczeni piłkarze Atleti nie mieli już sił na dogrywkę. Argentyńczyk z pewnością wyciągnął z tego wnioski. Przebieg meczu z Bayernem najprawdopodobniej będzie podobny to starcia ćwierćfinałowego z Barceloną. Mistrz Niemiec to drużyna operująca długo piłką, a Atletico nastawi się na kontry. Los Colchoneros będą liczyć przede wszystkim na Antoine’a Griezmanna. Francuz w tym sezonie w lidze strzelił 20 goli oraz 6 w LM. W meczu rewanżowym z Barceloną to właśnie po jego golach Atletico awansowało do półfinału. Patrząc na to jakie problemy ma z kontrami Bayern (1/8 z Juvetusem) to właśnie szybkie ataki Hiszpanów mogą doprowadzić do końcowego sukcesu. W fazie pucharowej obecnego sezonu Bawarczycy nie wygrali meczu wyjazdowego, co jest kolejną dobrą informacją dla Atletico. Największą bolączką jest uraz Diego Godina. Urugwajczyk jest liderem bloku defensywnego Hiszpanów. Kontuzja Godina może być na tyle groźna, że możliwy jest jego brak także w rewanżu w Monachium. Oprócz niego Simeone nie będzie mógł skorzystać z usług kontuzjowanego Olivera Torresa. Pod znakiem zapytania stoi występ wracającego z kontuzji Tiago. Dodatkową siłą Atletico jest ich waleczność, którą kupują serca kibiców piłki nożnej.

Bayern Monachium w poprzedniej rundzie wyeliminował Benficę Lizbonę. W rewanżu Niemcy musieli się napocić, żeby utrzymać korzystny wynik. Problemy na wyjazdach sprawiają, że Bayern jest zadowolony z pierwszego meczu z Madrycie. Dla nich lepiej potem sprawy awansu rozstrzygać na własnym boisku. Bawarczycy jako jedyna drużyna w europejskich pucharach mogą sięgnąć po potrójną koronę. W Bundeslidze w zasadzie już są mistrzem. Brakuje im do tego wygranej w najbliższy weekend. Mają również miejsce w finale Pucharu Niemiec. Szeroki skład Bayernu pozwala na walkę na trzech frontach. Bezpieczna przewaga w lidze sprawia, że Pep Guardiola może rotować składem. Najsilniejszą bronią Bayernu są dwaj snajperzy – Robert Lewandowski i Thomas Müller. Obaj w LM mają na koncie 8 bramek, natomiast w lidze Polak ma 27 goli, Niemiec 19. Jednak obecnie najlepszą formę notuje Arturo Vidal. Chilijczyk gra kapitalnie, jest niemal wszędzie na boisku. Dobrze gra w destrukcji, ale także wspiera Lewandowskiego w polu karnym rywala. Nawet wziął się za strzelanie goli. Vidal może być ważnym ogniwem Bayernu w walce z Atletico w środku pola. Guardiola nie będzie mógł postawić na kontuzjowanego od dłuższego czasu Holgera Badstubera oraz Arjena Robbena. Do treningów wrócił Jerome Boateng, ale po tak długiej przerwie mało prawdopodobny jest jego występ w dwumeczu z Atletico.

Szanse na awans do finału: 45% – 55%

 

LIGA EUROPY:

Szachtar Donieck – Sevilla FC
Obie ekipy spotkały się na dwumeczu w sezonie 2006/07. Wtedy w Doniecku Sevilla wygrała 3:2 i w rewanżu padł remis 2:2. Ukraińcy jak do tej pory nie mieli problemów z pokonywaniem rywali w fazie pucharowej Ligi Europy. W ćwierćfinale wyeliminowali SC Bragę. W ten weekend Szachtar stracił możliwość na zdobycie Mistrzostwa Ukrainy. Szansą na uratowanie sezonu jest zdobycie Pucharu w Lidze Europy. Władze Pomarańczowo-Czarnych zawsze stawiają ambitne cele swoim piłkarzom. W Lidze Mistrzów nie udało się być lepszym w grupie od Realu i PSG, więc skierowano wszelkie siły na LE. W przeszłości udało się zdobyć Szachtarowi ten skromniejszy europejski puchar – był ostatnim zwycięzcą Pucharu UEFA. Mimo sprzedaży zimą Alexa Teixeiry Ukraińcy nie stracili na jakości. Gra ofensywna opiera się na brazylijskim zaciągu, głównie w postaci Marlosa i Taisona. Na korzyść Szachtara jest statystyka Sevilli w meczach wyjazdowych. Bilans Hiszpanów jest wręcz tragiczny. Mają olbrzymie problemy z wygrywaniem na obcym terenie (wyjątek starcie z Athletic). Jeżeli Górnicy chcą awansować to wygrana w Lwowie może znacznie ułatwić drogę do Bazylei. Mircea Lucescu nie będzie mógł wystawić kontuzjowanego Marcio Azevedo.

Sevilla co prawda ma słabszy sezon od poprzedniego, ale w ostatnich latach stała się „specjalistą” od wygrywania Ligi Europy. Sprawia to, że właśnie Hiszpanie będą faworytem tej rywalizacji. Do ćwierćfinału trafiała na łatwych przeciwników. W drodze do półfinału musieli stoczyć ciężki bój z Athletic Club, a do rozstrzygnięcia potrzebne były rzuty karne. W rozgrywkach ligowych Sevilla zajmuje miejsce premiujące grą w Lidze Europy, ale muszą oglądać się na rywali. Rok temu przez wygranie LE piłkarze z Andaluzji dostali się do Ligi Mistrzów. W tym roku mają marzenia o podobnym scenariuszu. Jeszcze poza ligą czeka ich finał Pucharu Króla, gdzie przeciwnikiem będzie Barcelona. W Lidze Europy dla Hiszpanów będzie bardzo ważne, żeby zaprezentować się w pierwszym spotkaniu. Problemem Szachtaru jest brak wyraźnego lidera, który w razie problemów mógłby wziąć odpowiedzialność na siebie. W Sevilli najgroźniejszym piłkarzem jest najlepszy strzelec Kevin Gameiro, Francuz strzelił 16 goli w lidze oraz 4 w LE. Unai Emery najczęściej stosuje rotację skrzydłowych piłkarzy i nigdy do końca nie wiadomo kto się znajdzie w pierwszym składzie. W pierwszym spotkaniu przez nadmiar kartek nie zagra Steven N’Zonzi, a kontuzjowani są Benoit Tremoulinas i Vitolo.

Szanse na awans do finału: 40% – 60%

Villarreal CF – FC Liverpool
Pojedynek dwóch drużyn, które do roli faworyta rosły przez poszczególne szczeble fazy pucharowej Ligi Europy. Do tej pory nie miały okazji mierzyć się ze sobą. Hiszpanie w 1/16 wyeliminowali stawianych w roli faworytów do wygranej LE Napoli. W ostatniej rundzie łatwo poradzili sobie z osłabioną Spartą Praga. W lidze aktualnie są na 4 pozycji bez szans na dogonienie prowadzącej trójki. Po wyeliminowaniu Czechów złapali lekki kryzys przegrywając dwa mecze z rzędu i ostatni remisując. Mają przewagę 6 pkt. nad Athletic na 3 kolejki przed końcem. W starciu z Liverpoolem powinni wrócić już na właściwy tor. Od I rundy LE pierwsze spotkania grali jako gospodarze i najczęściej dzięki korzystnym rezultatom na własnym boisku „torowali” sobie drogę do następnych rund. Podobnie będzie w czwartek, a Żółta Łódź Podwodna ruszy z natarciem od pierwszego gwizdka sędziego. Oczy kibiców będą skierowane na Cedrica Bakambu, który w lidze strzelił 12 bramek i 9 w LE. W ostatnich trzech meczach Villarrealu w LE, w których padały bramki Kongijczyk strzelał gole przed upływem 5 minuty. Marcelino nie będzie mógł postawić na kontuzjowanych Mateo Musacchio i Jaume Costę. Villarreal to jedyna drużyna z wszystkich grających w półfinałach LM i LE, która nigdy w swojej historii nie wygrała żadnego europejskiego pucharu.

Liverpool sprawił małą niespodziankę eliminując w fantastycznym stylu faworyta do wygrania LE Borussię Dortmund. Po tak niezwykłym spotkaniu na Anfield kibice uwierzyli w możliwość wygrania LE, nawet już na konferencji prasowej pojawiły się pytania do Jürgena Kloppa w sprawie gry Liverpoolu w finale. Niemiecki szkoleniowiec The Reds ostudził w swoim stylu zapały koncentrując się na najbliższym rywalu. Liverpool musi skupiać się także na rozgrywkach krajowych. Obecnie jest na 7 miejscu, ale cały czas ma kontakt z pozycjami dającymi grę w europejskich pucharach. Ważną sprawą będzie zakwalifikowanie się do nich. Drogą do Ligi Mistrzów może być wygranie Ligi Europy, ale stawianie wszystkiego tylko na te rozgrywki byłoby dużym błędem. Najważniejszymi ogniwami The Reds są Coutinho oraz James Milner. Brazylijczyk strzelił kilka ważnych goli w tym sezonie. Z kolei Anglik jest ostatnim piłkarzem, który poddaje się na boisku (nawet tego nie robi). Największą bolączką jest uraz Divoka Origiego. Belg akurat miał formę zwyżkową, w kwietniu strzelił kilka ważnych bramek. Oprócz niego Klopp nie będzie mógł skorzystać z kontuzjowanych Joe Gomeza, Emre Cana, Jordana Hendersona, Christiana Benteke i Danny’ego Ingsa. Wszyscy walczą z czasem. Jeżeli Liverpool nie przegra na El Madrigal to na Anfield wszystko jest możliwe.

Szanse na awans do finału: 45% – 55%


Michał Krzeszowski, Radio Gol

Komentowanie wyłączone.